Ze względu na duży nos dziecka, matce zalecono porzucenie go, ale zdecydowała się na urodzenie. Zastanawiam się, jak to dziecko ma się dzisiaj.

by banber130389
10k views

Bajkowa opowieść o przygodach Pinokia jest znana na całym świecie, zwłaszcza w wersji przedstawiającej psotnego i dowcipnego bohatera.

Choć jest to dzieło fikcyjne, życie zdołało przekształcić tę fantazję w rzeczywistość, a w 2014 roku na świat przyszedł chłopiec, którego matka słusznie nazwała „prawdziwym Pinokiem”.

Jak do tego doszło?

Amy Tresis, już matka córeczki Annabelle, zawsze marzyła o dwójce dzieci. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży po raz drugi, była bardzo podekscytowana, że jej marzenie się spełni.

Jednak w miarę rozwoju płodu lekarze odkryli, że dziecko ma problem: szczelinę w części twarzowej czaszki, co spowodowało wzrost tkanki miękkiej na twarzy przyszłego malucha.

Lekarze zasugerowali Amy rozważenie aborcji, ale stanowczo odmówiła. Ollie Trezis urodził się z poważną anomalią — część tkanki mózgowej uformowała się na jego nosie, przez co przypominał Pinokia. Wzrost tej tkanki trwał przez kilka miesięcy po urodzeniu.

Niestety, to niezwykłe podobieństwo miało swoją cenę: anomalia utrudniała Olliemu oddychanie. Potrzebował kilku operacji, zanim mógł zacząć normalnie funkcjonować. Zrozumiałe, że Amy obawiała się o stan swojego dziecka w trakcie tych zabiegów, ale nie miała innego wyboru i miała nadzieję na najlepsze.

Umiejętności lekarzy, w połączeniu z siłą matczynej miłości, pozwoliły osiągnąć niemal niemożliwe: długie operacje zakończyły się sukcesem, czaszka została profesjonalnie otwarta, a usunięcie worka z płynem mózgowym przebiegło bez komplikacji. Mimo obaw o przyszłość, Ollie okazał się bardzo wrażliwym, pozytywnym i zawsze uśmiechniętym dzieckiem, co ułatwiło Amy radzenie sobie z trudnościami.

Dla niej jej syn był i nadal jest normalnym dzieckiem, pełnym miłości, ale również wymagającym od niej wiele uwagi.

Dziś Ollie jest typowym małym chłopcem, który uwielbia się bawić i z pasją spędza czas z siostrą, która czasami czuje się zazdrosna o uwagę, jaką otrzymuje.

Gdy Amy zaczęła dzielić się ich historią w Internecie, była zaskoczona liczbą negatywnych komentarzy, które się pojawiły, oraz tym, jak wielu ludzi nazywało jej syna „dziwakiem”, który nie należy do tego świata.

Mimo początkowego szoku spowodowanego tymi reakcjami, Amy kontynuuje opowiadanie o Olliem i jego trudnym początku życia, gdzie tylko może.

Wierzy, że w ten sposób ludzie nauczą się akceptować dzieci urodzone z anomaliami, co może pomóc innym matkom uniknąć bolesnych komentarzy, jakie ona musiała znosić. To godne szacunku i zasługujące na pochwałę działanie.