Oto tłumaczenie na język polski, zachowujące dramatyczny i pełen napięcia nastrój oryginału:
Mój mąż wyszedł z sądu z rękami w kieszeniach, uśmiechając się tak, jakby właśnie zdobył świat. Szłam za nim, mając przy sobie tylko starą skórzaną torbę, czarną sukienkę i uśmiech, który ludzie często biorą za oznakę porażki.
– Dziękuję, Victorze – powiedziałam.
Zatrzymał się na marmurowych schodach. Obok niego jego kochanka, Celeste, uniosła dumnie podbródek, przy którym lśniły diamenty, i zaśmiała się cicho.
– Za co? – zapytał Victor na tyle głośno, by jego prawnik mógł to usłyszeć.
– Za to, że ułatwiłeś mi sprawę.
Jego uśmiech stężał. Myślał, że mam na myśli rozwód – dom, samochody, inwestycje, rezydencję nad jeziorem, a nawet kolekcję sztuki, którą tak starannie gromadziłam.
Wierzył, że poddaję się bez walki, znosząc nawet upokorzenie, jakim było patrzenie, jak wprowadza Celeste do sądu ubraną w kostium warty więcej niż moja pierwsza pensja.
Ale ja z niczego nie zrezygnowałam.
Nawet z żalu.

Sędzia spojrzał na mnie dwa razy, jakby spodziewał się łez. Victor pochylił się tuż przed złożeniem podpisu i szepnął: – Powinnaś była walczyć mocniej, Mayo.
Mimo to podpisałam.
Celeste uśmiechnęła się z wyższością. – Niektóre kobiety po prostu nie wiedzą, jak zatrzymać przy sobie mężczyznę. Odwzajemniłam jej spojrzenie, przypominając sobie te nocne telefony, znikające pieniądze, fikcyjne firmy i hasła, których Victor już nawet nie ukrywał, wierząc, że ból mnie oślepił.
Trzy lata wcześniej porzuciłam księgowość śledczą, by pomóc mu zbudować jego „imperium czystej energii”. Dla świata byłam tylko wspierającą żoną.
Nigdy nie wspominał, że to ja zaprojektowałam systemy, którym ufali jego inwestorzy – ani o tym, że zachowałam kopie absolutnie wszystkiego.
Mężczyźni pokroju Victora kochają podziw, a nie odpowiedzialność. Odwrócił się, rozkoszując się swoim zwycięstwem. – Poradzisz sobie – rzucił. – Może zaczniesz uczyć księgowości. Coś prostego.
Celeste wsunęła swoje ramię pod jego. – Chodź, kochanie. Chodźmy świętować.
Skinęłam głową. – Bawcie się dobrze. Victor podszedł o krok bliżej, zniżając głos. – To „dziękuję” zabrzmiało dziwnie.
– Naprawdę?
Szukał na mojej twarzy paniki – ale nie znalazł nic. To go zirytowało.
– Przegrałaś, Mayo.
Spojrzałam ponad nim – w stronę kamer, reporterów i czarnego samochodu zaparkowanego po drugiej stronie ulicy, w którym czekało dwóch agentów federalnych.
– Nie – powiedziałam cicho. – Odzyskałam wolność. Uśmiech Celeste zadrżał na ułamek sekundy.
Potem pociągnęła go za sobą. A ja patrzyłam, jak mój były mąż idzie prosto w stronę pierwszych zamkniętych drzwi w swoim nowym życiu.