Kiedy Emily szła alejką, czuła, że spełnia się jej największe marzenie. Suknia była idealna, podobnie jak miejsce, muzyka i pan młody.
Wszystko wyglądało perfekcyjnie – aż do momentu składania przysięgi, kiedy Jason publicznie ją upokorzył. Później jednak spotkała go zasłużona kara.

To był dzień, na który czekałam od lat. Miesiące planowania ślubu, diety i prób generalnych doprowadziły mnie do tej chwili. „Szczęśliwa” – odpowiedziałam krótko, gdy tata zapytał, jak się czuję. – „Marzyłam o tym od lat”.
Szliśmy powoli w stronę ołtarza przy akompaniamencie delikatnej muzyki, którą sama wybrałam wiele miesięcy wcześniej.

Gitarzysta usiadł na drewnianym stołku, a ja czułam, jak rośnie we mnie napięcie. Jason zaczął mówić – i już po pierwszych słowach wiedziałam, że to nie będzie romantyczne wyznanie.
Zmarszczyłam brwi, dając mu do zrozumienia, że powinien przestać, lecz on zignorował mój gest.
– „Będę też tolerował twoje śpiewanie pod prysznicem” – powiedział z uśmiechem. – „Może brzmi jak miauczenie smutnego kota, ale przynajmniej dzięki temu uczę się doceniać dobrą muzykę! A przede wszystkim, Emily…”

Żołądek ścisnął mi się z bólu i wstydu. W jednej chwili cała magia dnia prysła jak bańka mydlana. Spojrzałam na Jasona i wiedziałam, że ten moment już nigdy nie będzie taki jak wcześniej.
– „Naprawdę mi przykro, Emily” – powiedział później, kiedy zrozumiał, jak bardzo mnie zranił. – „Myślałem, że to będzie zabawne, ale widzę, że tylko cię ośmieszyłem. Proszę, daj mi drugą szansę”.
– „Dobrze” – odpowiedziałam cicho, lecz stanowczo. – „Ale same przeprosiny nie wystarczą, żeby naprawić to, co zrobiłeś”.