„Masz wybór. Albo ugotujesz obiad i poznasz rodzinę, albo pójdziesz pieszo, jeśli masz odwagę. Zastanów się, co jest ważniejsze: ja czy twoja kariera” — warknął Marek, po czym zabrał jej telefon i zamknął drzwi na klucz.

by banber130389
4k views

– Szybko usmaż kotlety! Moja matka i siostra wpadają się poznać! – warknął Márk, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu.

Lilla stała przed lustrem z bluzką w dłoni i zamarła w bezruchu. Za godzinę miała wyjść na prezentację, nad którą obsesyjnie pracowała od pół roku. Jedno wystąpienie, od którego zależał kontrakt, awans, a tak właściwie cała jej zawodowa przyszłość.

– Słucham? Co powiedziałeś? – zapytała cicho.

– Nie słyszysz? – warknął Márk. – Viktória będzie tu o dziesiątej z Nóra. Chcę mieć na stole normalne jedzenie, a nie jakieś zrobione na szybko przekąski. Niech zobaczą, że potrafisz być gospodynią domową, a nie tylko biegać po biurach.

Lilla powoli odwróciła się w jego stronę.

– Márk, o tym spotkaniu rozmawialiśmy miesiąc temu. Mieliśmy to przełożyć na przyszły tydzień, ja dzisiaj…

– Niczego nie przekładamy – przerwał jej. Wstał, podszedł do niej i mocno chwycił ją za ramię. Wcale nie delikatnie. – Moja matka jedzie dwie godziny, kupiła bilet. Myślisz, że odwołam to z powodu tej twojej pracki?

– To nie jest „pracka”, tylko…

– W porównaniu z rodziną nie ma żadnego znaczenia – Márk machnął ręką. – Jakiś twój kolega to poprowadzi albo to przełożą. Ale żona musi umieć przyjąć krewnych, ugotować, stanąć na wysokości zadania. Czy może nie chcesz wyjść za mąż?

Lilla chwyciła telefon z komody. 8:20. Jeśli wyjdzie teraz, jeszcze zdąży.

– Wychodzę – powiedziała stanowczo.

Márk jednym krokiem znalazł się przy niej i wyrwał jej urządzenie z dłoni. Tak gwałtownie, że Lilla syknęła z bólu.

– Nigdzie nie idziesz.

– Oddaj.

– Nie. Kluczyki do samochodu też schowałem, do mieszkania zresztą też – wsunął komórkę do kieszeni i skrzyżował ramiona. – Możesz wybierać. Albo gotujesz i poznajesz rodzinę, albo idziesz na piechotę, jeśli się odważysz. Zastanów się, co jest ważniejsze: ja czy twoja kariera.

Lilla stała na środku własnego salonu, podczas gdy Márk blokował drzwi. Był pewny siebie, spokojny i doskonale wiedział, że ma przewagę.

– Spróbuj zrozumieć, to jest teraz niezwykle ważne…

– Kariera, kariera – zakpił Márk. W jego uśmiechu kryła się tak jawna pogarda, że w klatce piersiowej Lilli coś boleśnie pękło. – Za pół roku bierzemy ślub. Będziesz rodzić dzieci. A nie całymi dniami szeptać przez telefon z klientami, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.